Wieczorem pali się ogień. Rano przychodzą przepisy.
Pierwsze, co słychać, to nie trzask. Najpierw jest cisza. Dopiero potem drewno puszcza żywicę i ogień zaczyna gadać. Zawsze tak samo, a jednak za każdym razem inaczej. W salonie ciepło, szyba już lekko matowieje, na podłodze pojawia się cienka warstwa pyłu, której wcześniej nie było.
Tego nikt nie liczy w tabelkach porównawczych.
Kominek mam od lat. Na drewniany. Zwykły. Kiedyś wydawał się oczywistym wyborem. Teraz coraz częściej łapię się na tym, że patrzę na niego jak na coś, co może mieć termin ważności.
Drewno przyjeżdża w sobotę
Dostawa zawsze wygląda podobnie. Bus, otwierane drzwi, zapach świeżo ściętego drewna. Sprzedawca mówi, że sezonowane. Kiwasz głową, bo co masz zrobić. Potem to drewno trzeba przenieść, poukładać, przykryć. Część i tak wilgotna. Część „do poprawy”.
Sąsiedzi wiedzą, kiedy palę. Nie dlatego, że widzą ogień. Po zapachu. Czasem zamykają okna. Nie mówią nic. Ale wiesz.
Ktoś kiedyś powiedział mi, że palenie drewnem jest ekologiczne. Może w skali planety. W skali klatki schodowej — bywa różnie.
U kolegi ogień zapala się bez dźwięku
U niego jest cicho. Nie ma noszenia, nie ma składowania. Pilot leży na stole, obok kubka z kawą. Jedno kliknięcie i ogień po prostu jest. Równy, spokojny, przewidywalny.
Szyba czysta. Nawet po godzinie. Nawet po kilku tygodniach.
Mówi, że to wygoda. Mówi, że nie tęskni. Może nie tęskni. Ja wtedy jeszcze myślałem, że bym tęsknił bardzo.
Teraz nie jestem już tego taki pewien.
Pod Paryżem kominek przestał być sprawą prywatną
Dom stary, kamienny. Taki, który wygląda dobrze nawet w deszczu. Kominek w centrum salonu, jakby był tam od zawsze.
Kontrola przyszła bez zapowiedzi. Urzędnik uprzejmy. Dokumenty, normy, daty. Przy wymianie: tylko określone rozwiązania. Gaz. Sieć. Albo bardzo drogie filtry.
Nie było dyskusji o klimacie. Była rozmowa o przepisach.
Znajomi mówią, że to normalne. Że w Île-de-France tak jest. Że lepiej się przyzwyczaić.
W Holandii czasem nie wolno palić
Nie dlatego, że nie masz kominka. Masz. Ale dziś nie wolno.
„Dzień bezdymny” — brzmi jak żart. Nie jest.
Widziałem zdjęcia miast w bezwietrzny dzień. Smog wisi nisko, jakby nie chciał się ruszyć. Tam decyzje zapadają szybciej. Może z konieczności.
U nas jeszcze się o tym dyskutuje.
Jeszcze.
Popiół wynosi się rano
Zawsze rano. Wieczorem już się nie chce. Rano jest chłodniej, ciszej, bardziej technicznie. Ogień wygasł, zostało to, co zawsze zostaje.
Czasem myślę, że najbardziej męczy nie sam bałagan, tylko świadomość, że to wszystko może okazać się tymczasowe. Że któregoś dnia ktoś powie: dość.
Gaz nie ma zapachu. Nie zostawia śladów. Nie opowiada historii.
Ale też nie wymaga tłumaczeń.
Ogień jeszcze się pali
Na razie palę dalej. Słucham, patrzę, czasem sprzątam. Coraz częściej jednak łapię się na tym, że przeglądam rozwiązania, których wcześniej nie brałem pod uwagę.
Nie dlatego, że nie lubię drewna.
Dlatego, że świat wokół zaczyna lubić je coraz mniej.
Ogień jeszcze się pali.
Ale przyszłość — już niekoniecznie jest taka oczywista.



